sobota, 5 stycznia 2019

Jim Andrews - wywiad

- Napisałeś książkę "Jak przyjemnie rzucić palenie". Czy sztuka jest dla ciebie dobrym uzależnieniem?

Dobre pytanie. Pojęcie uzależnienia, które wydaje mi się najprawdziwsze, polega na tym, że uzależnienie jest zachowaniem, które uzależniony odczuwa nawet w obliczu strasznych konsekwencji. Zgodnie z tą definicją uzależnienia, którą przeczytałem w pracy ludzi takich jak Dr Gabor Maté (W królestwie głodnych duchów - In the Realm of Hungry Ghosts), uzależnienie nie wymaga narkotyku czy innej substancji. Na przykład ludzie mogą być uzależnieni od hazardu. Grają nadal, nawet w obliczu straszliwych konsekwencji. Nie mogą przestać, dopóki ktoś ich nie powstrzyma. Często spotykałem się z opinią, że artyści nie mają wyboru, czy kontynuują swoją sztukę; zgodnie z tym poglądem nie powinni być w stanie przestać być artystami - aby byli prawdziwymi artystami. Tak jak nie można przestać oddychać.

Ale niezbyt wiele osób powiedziałoby, że jesteśmy uzależnieni od oddychania. Jeśli wiążesz uzależnienie ze szkodliwością, prawdopodobnie nie zgodzisz się, że jesteśmy uzależnieni od oddychania. Ponieważ oddychanie nie jest szkodliwe. Chyba że ktoś jest bardzo chory, na przykład ma nieuleczalną chorobę płuc, w której każdy oddech jest torturą - ale także podtrzymuje życie. Myślę o uzależnieniu takim jak pisze Maté, jako o szkodliwej rzeczy. Ale też uważam je za coś, co podtrzymywane jest przez złudzenia. Kiedy te silne iluzje zostają rozproszone, uwalniamy się od przymusowego zachowania. Uzależnienie może mieć składnik fizyczny, jak w przypadku alkoholu, tytoniu, heroiny, kokainy itp. Ale w nałogach bardziej wydaje nam się, że potrzebujemy konkretnej substancji, niż rzeczywiście jej potrzebujemy. Myślimy, że daje nam rzeczy, których w rzeczywistości nie dostarcza. Przezwyciężenie złudzeń jest główną przeszkodą w pokonaniu uzależnienia. Rozwianie iluzji, które podtrzymują nałóg może być porównane do zrozumienia działania magicznej sztuczki. Kiedy już zrozumiesz, jak działa magiczna sztuczka, po prostu nie dajesz się już oszukać. Podobnie, gdy zrozumiesz, że uzależnienie nie daje ci cudownych rzeczy, jesteś wyleczony z pragnienia przedmiotu uzależnienia.

Ale nie odpowiedziałem na twoje pytanie. Z pewnością sztuka może być nałogiem. Można uprawiać sztukę, a nie zajmować się tym, z czym trzeba sobie poradzić. A potem oszukujmy się, że sztuka jest tak ważna, że ​​trzeba naprawdę zaniedbywać wszystko inne. To myślenie człowieka uzależnionego. Sposób myślenia artysty może być inny. W sztuce zawarta jest miłość do prawdy. Sztuka jest sposobem na znalezienie drogi do prawdy, a nie na ukrywanie się przed prawdą. Sztuka zawiera w sobie udawanie, ale jest to udawanie w ramach silnej prawdy artystycznej. Istnieje takie stare powiedzenie, że fikcja jest prawdziwsza niż życie, bardziej realna niż życie. Oznacza to, że chodzi o znalezienie i poradzenie sobie z prawdą, a nie o ukrywanie się przed nią. Sztuka zajmuje się prawdą i pięknem w prawdzie, nawet gdy prawda jest brzydka. Lub przynajmniej do tego należy dążyć. Miłość prawdy, która jest podstawą silnej sztuki, równoważy naturę sztuki jako iluzji, tworząc prawdę przedstawioną w iluzjach lub reprezentowaną w iluzjach. Kiedy się nad tym zastanowić, to wychodzi na to, że właśnie w ten sposób należy ukazywać idee - ponieważ idee nie przypominają kamieni ani krzeseł - muszą być przywoływane jako idee, które pozostają niewidzialne, a nie ukazywane słowami. Sztuka wciąga nas w iluzję, ale także dąży do prawdy.

Podobnie jak inne rzeczy, od których można uzależniać, sztuka może być szkodliwym uzależnieniem, w którym rozpaczliwie zależy się od złudzeń, które ostatecznie nas niszczą. Ale w przeciwieństwie do wielu innych rzeczy, które mogą być uzależniające, silna sztuka dąży do prawdy i do uznania wartości tej prawdy. Tak jest w opowieści, w obrazie. W pieśni i w tańcu.

Tak więc, sztuka może być nałogiem - co rozumiem niekoniecznie jako coś szkodliwego - ale może być również czymś innym, czymś pozytywnym, czymś nasyconym siłą życiową, mocą i koniecznością oddechu, prany i prawdy. Myślę, że wszyscy jesteśmy tego świadomi w naszym doświadczeniu jako artyści. Nieustannie.

Dzięki Piotrze za świetne pytanie, które sprawiło, że zestawiłem uzależnienie ze sztuką.

- Czy poeci są podobni do komputerów (które - jak napisałeś - są maszynami językowymi)?

To pytanie podniosłoby włosy wielu osób. Zwłaszcza wielu poetów. Jest prowokujące. Pomysł, że ​​poeci są jak komputery, spotykałoby się z odpowiedzią, że nie, że są czymś wręcz przeciwnym - poeci żyją, są kwintesencją człowieczeństwa, życia, żywotności. Myślę, że ważne jest, aby zrozumieć, że chociaż poezja jest rzeczywiście nakierowana na witalność, na ekspresję człowieczeństwa, to komputery nie są po prostu tego przeciwieństwem, jakimiś robotami, czy zombie, bez ducha. W naszym doświadczeniu współpracy z komputerami często musimy być twórczy. To jest nasza praca lub część naszej pracy. Praca, za którą otrzymujemy wynagrodzenie i/lub praca, którą wykonujemy w życiu. Ważne jest, abyśmy mogli być twórczy, rozważni - i pełni życia - nawet bardziej niż zwykle - dzięki korzystaniu z komputerów. Potrzebujemy tego. Świat tego potrzebuje. Marshall McLuhan widział technologię jako rozszerzenie ciała i umysłu. Teleskop jako przedłużenie oka. Telefon jako przedłużenie naszych uszu i głosów. Samochód jako przedłużenie naszych nóg. Komputery jako rozszerzenia naszej pamięci i zdolności poznawczych (między innymi). Musimy być w stanie przenieść naszą pełną kreatywność i człowieczeństwo na korzystanie z komputerów, lub te rozszerzenia nas samych będą tylko paskudnymi pazurami, które ranią ludzi, a nie narzędziami postrzegania i odczuwania.

- Czy błędy w programowaniu mogą przynieść ciekawe efekty artystyczne?

Tak, mogą. Chociaż większość błędów programistycznych powoduje, że program nie działa wcale. A w większości błędy programowania, które nie niszczą programu, nie są aż tak interesujące. Ale czasami są. Podobnie jak zmiany w trakcie ewolucji. W niektórych rodzajach sztuki, to co niespodziewane, nie jest mile widziane czy zapładniające. W mniej ukształtowanych dziedzinach sztuki jest miejsce na to, co niespodziewane. W mojej pracy, ekscytuje mnie rzeczy, w których jest miejsce na to, co nieoczekiwane i nieznane. Kiedy tak naprawdę nie wiem, czy wszystko pójdzie dobrze, jest to ekscytujące i może wskazywać, że jesteśmy na stosunkowo nowym terytorium. Ktoś powiedział, że jeśli znasz wynik przed zakończeniem eksperymentu, to nie jest eksperymentalne. W podobnym tonie w książce "Le Surrationalisme" z 1936 roku napisał Bachelard: "Jeśli w eksperymencie nie igra się z własnym rozumem, nie warto podejmować eksperymentu". ("Si, dans une expérience, on ne joue pas sa raison, cette expérience ne vaut pas la peine d’être tentée").

- Jakie formy publikacji / prezentacji najbardziej pasują do twoich prac?

Większość moich prac publikuję w internecie od 1996 roku. Staram się więc tworzyć prace, które sprawdzą się w sieci. Ale w ciągu ostatnich kilku lat wydałem również kilka książek. Staram się, aby moje prace pasowały do formy drukowanej, tak jak inne prace pasują do sieci. Chciałbym opracować wersję Aleph Null, która dobrze się sprawdzi w galerii (w "trybie galerii"). Myślę, że jeśli zastanowisz się nad szczególnymi właściwościami mediów, w ramach których tworzysz i zadbasz o wszystkie wymiary sztuki, to dzieło powinno działać dobrze w dowolnym medium. Zamierzam sprawdzić, czy uda mi się opracować kilka dobrych wydruków z mojej współpracy z billem bissettem.

- Jak ważny w twoich dziełach jest rytm?

Trafiłeś w sedno, Piotrze. Tak, rytm jest dla mnie ważny. Byłem perkusistą w zespole. A moja interaktywna praca audio obejmuje zsynchronizowane warstwy i sekwencje plików dźwiękowych. W Aleph Null jest też wizualny suwak rytmiczny. Tak, tak, rytm jest dla mnie ważny. Rytm jest częścią wzoru, a wzór jest kluczowy dla sztuki.

- Jak wykorzystać zmiany w dziele sztuki lub w wierszu? Co sądzisz o dodaniu czegoś do starszych dzieł?

To jedna z możliwości związanych z publikowaniem na własnej stronie internetowej. Robiłem to. Na przykład dodałem nowe części do projektu Nio kilka lat po zakończeniu projektu w pierwotnej wersji. Dodałem także nowe teksty do "Stir Fry Texts". Projekt "Stir Fry" jest w toku. Myślę, że dodawanie nowych części do starych projektów może je wzmocnić.

- Poeci uznawali moje prace za komiksy, komiksiarze twierdzili, że to poezja. Nie będąc akceptowanym, zacząłem tworzyć poemiksy. Czy kiedykolwiek czujesz, że twoje dzieła "nie pasują"?

Uważam, że twoje poemiksy mają sens. Myślenie o Aleph Null w kategoriach poemiksów lub komiksów było użyteczne. Na przykład, można myśleć o tym pokazie slajdów jako o poemiksie: http://vispo.com/aleph3/images/bill_bissett/slidvid13. To przykład mojej współpracy z billem bissettem. W tym pokazie slajdów "kadry" są okrągłe. Każde kółko jest w pewnym sensie "kadrem". Myślę na książką składającą się z takich prac, z dodanymi napisami. W komiksach, jak wiadomo, "napisy" to prawie każdy tekst, który znajduje się w pomiędzy kadrami lub w dymku, lub ponad kadrem. Napisy by prawdopodobnie opowiadały o życiu billa bisetta.

A tu jeszcze jeden przykład do rozważenia pod względem poemiksowości: http://vispo.com/aleph3/images/jim_andrews/alchemy/slidvid6. Pomyśl o każdym kręgu jako o kadrze. Pokaz slajdów przedstawia program Aleph Null "przeżuwający" publicznie dostępne obrazy związane z alchemią i kosmografią.

Znaczna część mojej pracy to coś w rodzaju hybrydy. Coś krzyżowało się z czymś innym. Innowacja jest jedną z moich głównych pasji. Próbuję robić rzeczy, których wcześniej nie robiono. Oczywiście, jeśli coś jest mocne, jako sztuka, jako poezja - a nie zawsze tak jest - to często nie pasuje do tego, co już zostało zrobione. To część konsekwencji prób tworzenia stosunkowo nowatorskiej pracy. Przychodzi razem z terytorium. Z tworzeniem czegoś, co nie pasuje, związany jest ból. Jak również trochę odrzucenia. Jakiś opór. Trochę urazy. Ale jest też dreszczyk naprawdę świeżej i mocnej sztuki. Ta ekscytacja, ta radość, to osiągnięcie, to całkowicie zaskakujące doświadczenie piękna, literackości, interaktywności, sztuki wizualnej, sztuki audio, niepowtarzalne doświadczenie wspaniałej twórczej sztuki - to jest satysfakcjonująca motywacja, wynagradzająca niedogodności niepasowania.

- Chciałbym rozwijać neopoemiks, wykorzystując doświadczenie poemiksu, a także nieco je rozszerzając. Z jednej strony chciałbym pójść w stronę origami, darcia papieru i robić podobne rzeczy, ale z drugiej strony chciałbym lepiej używać programów komputerowych. Jak korzystać z programów komputerowych do tworzenia interesujących neopoemiksów?

Nie jestem pewien, o jaką/jakie ci chodzi różnice między "poemiksami" a "neopoemiksami".

Myślę ze dobry byłby w pewnym sensie pomysł użycia kadrów do prezentacji moich pokazów slajdów. Mam około stu pokazów slajdów, z których każdy jest dość jednorodny. Potrzebuję sposobu na zaprezentowanie wszystkich pokazów slajdów w jednym interfejsie w przekonujący sposób. Możesz zobaczyć, że http://vispo.com/aleph3/images/bill_bissett jest lepszym sposobem na zaprezentowanie zestawu pokazów slajdów niż http://vispo.com/dbcinema. Ale oba nadal nie są optymalne. Zamiast tego wyobraź sobie stronę wyglądającą jak strona komiksu. Widzisz wiele kadrów, jak na stronie komiksu. Do tego być może każdy z kadrów ma podpis. W każdym kadrze znajduje się grafika z pokazu slajdów. Duży obraz, oddziałujący jak plakat. Po kliknięciu kadru przenosi cię do pokazu slajdów. A kiedy klikniesz przycisk "Wstecz", wrócisz do poemiksu. Używa się komiksów/poemiksów nie w najbardziej twórczy sposób, ale jako ramy do prezentacji pokazów slajdów. Myślę że byłaby to naprawdę dobra "rama".

- Myślę, że Kanada to imperium poezji wizualnej. Czy uważasz, że neopoemiksy mogą być interesujące dla kanadyjskich artystów wizualnych?

Ha. Kanada jako imperium wizualnej poezji. Poezja wizualna nadal jest dość marginalna, naprawdę. Nawet w Kanadzie. Ale tak, tutaj było i nadal jest kilku dobrych poetów wizualnych. Dlaczego uważasz Kanadę za imperium poezji wizualnej? W każdym razie, tak, poemiksy i neopoemiksy powinny być interesujące dla kanadyjskich poetów wizualnych. bpNichol, jeden z najwybitniejszych kanadyjskich poetów wizualnych, wykonał znaczną część swojej głównej pracy jako wizualny poeta w formie komiksowej lub - jak to nazywasz - poemiksowej.

http://vispo.com/aleph3/images/bill_bissett/slidvid19/index.htm?n=46
Współautorzy: Jim Andrews i bill bissett, przy pomocy programu Aleph Null, interaktywnego, generatywnego syntezatora graficznego. Więcej o tym syntezatorze: http://vispo.com/aleph3






czwartek, 3 stycznia 2019

Interview with Jim Andrews

- You wrote the book "How to Pleasurably Stop Smoking". Is art a good addiction for you?

Good question. The notion of addiction that seems truest to me is that an addiction is behavior that the addict feels compelled to continue even in the face of terrible consequences. According to this definition of addiction, which I've read in the work of people such as Dr. Gabor Maté (In the Realm of Hungry Ghosts), addiction doesn't require a drug, a substance. People can be addicted to gambling, for instance. They continue even in the face of terrible consequences. They can't stop until somebody stops them. I've often encountered the idea that artists must have no choice about whether they continue with their art; according to this idea, they should not be able to stop being artists--for them to be genuine artists. Just as one can't stop breathing.

But not too many people would say that we're addicted to breathing. If you want to retain the idea that an addiction is harmful, then you probably won't agree that we're addicted to breathing. Because breathing is not harmful. Unless one is in a very bad way, such as with terrible, incurable lung problems, where each breath is torture--but also life-sustaining. I think of addiction like Maté does, and as a harmful thing. But I also think of it as something that strong illusions sustain. Strong illusions that, once dispelled, essentially free us from the compulsive behavior. Addiction may have a physical component, as in the case of alcohol, tobacco, heroin, cocaine, etc. But in addictions, we think we need it more than we do. We think we need it for things that it doesn't actually supply. Getting over illusions is the main obstacle to getting over an addiction. Dispelling the illusions that sustain an addiction kill it like understanding how a magic trick works. Once you understand how a magic trick works, you just can't be fooled by it anymore. Similarly, once you understand that the addiction isn't giving you the wonderful things you think it gives you, you are cured of craving the object of the addiction.

But I haven't answered your question. Certainly art can be an addiction. One can do art rather than deal with what one needs to deal with. And then fool oneself into thinking that one's art is so important that one must indeed neglect everything else. That's thinking like an addict. Thinking like an artist might be different than that. There's a love of truth in art. Art is a way of finding our way to the truth. Not hiding from it. There's pretending in art. But it's pretending toward the truth, in strong art. There's that old idea that fiction is truer than life, more real than life. That means it's toward finding and dealing with the truth, not hiding from it. Art deals with the truth and the beauty in the truth, even when the truth is ugly. Or that is the aspiration of art. The love of truth that is fundamental to strong art counter-balances the nature of art as illusion, creating truth as presented in or represented in illusions. Which, when you think about it, is necessarily the way we represent ideas, because ideas are not like stones and chairs--they must be invoked as ideas that remain invisible, not worldly things. Art entangles us in illusion but it also aspires to truth.

Like other things to which one can be addicted, art can be a harmful addiction in which one desperately depends on illusions that eventually destroy us. But, unlike so many other things that can be addictive, there is this countervailing aspiration in strong art to truth and its pursuit, its acknowledgement, its value. In story. In image. In song and dance.

So, while art can be an addiction--which I interpret as necessarily harmful--it can also be something else, something positive, something infused with the life force, with the power and necessity of breath, prana, and truth. I think we all are aware of both of these in our experience as artists. Continually.

Thanks for the great question which made me think about addiction vs art, Piotr.

- Are poets similar to computers (which - as you wrote - are language machines)?

That question would raise the hair of quite a few people. Especially many poets. It's provocative. The idea that poets are like computers would would often encounter the response that, no, they are the opposite--poets are alive, are the quintessence of humanity, of life, of liveliness. I think it's important to understand that while, yes, poetry is indeed toward that vitality, that liveliness, that utter humanity, computers are not simply the quintessence of the opposite, of the robotic, the zombified, the spiritless, the deadened. While we do encounter that--a lot--in our experience of computing, many of us have to be creative with computers. That's our job, or part of our job. The job we get paid for and/or the job we see ourselves doing in life. It's important that we be able to be creative and thoughtful--and fully alive--even beyond what we would normally be capable of--in our use of computers. We need it. The world needs it. Marshall McLuhan saw technology as extensions of the body and mind. The telescope as an extension of the eye. The telephone as an extension of our ears and voices. The car as an extension of our legs. Computers as extensions of our memory and cognitive abilities (among other things). We need to be able to bring our full creativity and humanity to our use of computers, or these extensions of ourselves are merely nasty claws that hurt people rather than instruments of our vision and compassion.

- Can mistakes in programming bring interesting artistic results?

Yes, they can. Although most programming mistakes result in the program not running at all. And most of the programming mistakes that don't kill the program aren't all that interesting. But occasionally, yes. As in evolutionary change. In some types of art, the unexpected is very unlikely to be welcome or fecund. In more adventurous, less fully played-out art, there is room for the unexpected. In the work I do that I get excited about, there's usually lots of room for the unexpected and at least as much room occupied by the unknown. When I don't really know if it's going to turn out well at all, that's exciting and might indicate we're on relatively new territory. Someone said that it isn't experimental if you know the outcome before the experiment is finished. In a related vein, Bachelard said “If one doesn’t put one’s reason at stake in an experiment,” in Le Surrationalisme (1936), “the experiment is not worth attempting.”

- What forms of publication/presentation fit your works best?

I've been publishing almost all of my stuff on the net since 1996. So I try to create art that works well there. But the last couple of years, I've also published a couple of books. And I try to make that stuff work in print as well as my other stuff works on the net. I'd like to develop a version of Aleph Null that would do well in a gallery (via 'gallery mode'). I think if you put your mind to thinking about the special properties of the media/um you're working in, and attending to all the dimensions of the art, it should work OK in any medium. I'm going to see if I can develop some good prints of some of my collaboration with bill bissett.

- How important is rhythm in your creations?

You're on the money today, Piotr. Yes, rhythm is important to me. I was a drummer in a band. And my interactive audio work involves the synchronized layers and sequences of sound files. And there's a visual rhythm slider in Aleph Null. So, yes, rhythm is important to me. Rhythm is part of pattern, and pattern is crucial to art.

- How to use changes in a piece of art or in a poem? What do you think about adding something to older works?

That's one of the possibilities of web-published work on your own site. I've done that. I added new parts to the Nio project, for instance, years after the original project was finished. Also, I added new stir fry texts to the Stir Fry Texts. The Stir Fry project is ongoing. I think adding new parts to old projects can strengthen them.

- Poets said that my works are comics, but comic artists said it's poetry. Not being accepted, I started creating "poemics". Do you ever feel that your creations "don't fit"?

I've found your poemics of use and of value to me. Just thinking about Aleph Null in terms of poemics or comics has been useful. For instance, thinking of this slideshow as poemic: http://vispo.com/aleph3/images/bill_bissett/slidvid13 . This is from my collaboration with bill bissett. In this slideshow, the 'panels' are circular. Each circle is a 'panel', sort of. I've been thinking of a book of these, where I add 'captions' of some sort. In comics, as you know, 'captions' are pretty much any text that is in the gutter or in thought balloons, or at the top of the panel, as happens in comics. The captions would contain a story of bill bissett's life, perhaps.

Here's another one to think of in terms of poemics: http://vispo.com/aleph3/images/jim_andrews/alchemy/slidvid6 . Think of each circle, again, as a panel. This slideshow is of Aleph Null chewing on public images concerned with alchemy and cosmography.

Much of my work is some kind of hybrid. Something crossed with something else. Innovation is one of my main passions. Trying to do things that haven't been done before. So, of course, even when, as art, as poetry, it's strong--which isn't all the time--it often doesn't fit in very well to what has already been done. That's part of the consequence of trying to create relatively innovative work. It comes with the territory. There's some pain involved in one's work not fitting in well. Some rejection. Some resistance. Some resentment. But there's also the thrill of really fresh and strong art. That thrill, that joy, that achievement, that totally surprising experience of beauty, of the literary, of the interactive, of visual art, of audio art--that never-the-same-twice experience of terrific generative art--that is a rewarding countervailing motivation against the negative aspects of not fitting in.

- I would like to develop "neopoemics", using the experience of poemics, and also expanding it a little bit. On one hand I would like to go towards origami, shredding paper and doing similar things, but on the other hand I would like to use computer programs better. How to use computer programs to create interesting neopoemics?

I'm not sure what sort of difference(s) you're thinking of between 'poemics' and 'neopoemics'.

Another idea I've thought could be good, in a certain sense, is to use panels as a way to present my slideshows of images. I have maybe close to a hundred slideshows of images, each of which is quite unified. I need a way to present all those slideshows in one interface in a compelling way. You can see that http://vispo.com/aleph3/images/bill_bissett is a better way to present a bunch of slideshows than is http://vispo.com/dbcinema . But they're both still not optimal. So, instead, imagine a page that looks like a page of comics. You see multiple panels, like a page of a comic. And perhaps each of the panels has a caption. And in each panel is a poster image from a slideshow. A big splashy poster image. When you click a panel, that takes you to the slideshow. And when you click the 'back' button, you go back to the poemic. That's using comics/poemics not in the most creative way, but as a frame, really, for presenting slideshows of images. But as a really good frame, I think.

- I think that Canada is an empire of visual poetry. Do you think neopoemics could be interesting for Canadian visual artists?

Ha. Canada as an empire of visual poetry. It's still fairly marginal, really, visual poetry. Even in Canada. But yes there has been and still are some good visual poets here. Why do you describe Canada as an empire of visual poetry? In any case, yes, poemics and neopoemics should be interesting to Canadian visual poets. bpNichol, one of the most prominent of the Canadian visual poets, did a lot of his main work as a visual poet in the comics, or, as you call it, poemics form.

Image 27 from http://vispo.com/aleph3/images/bill_bissett/slidvid13/index.htm?n=27 , collaboration between Jim Andrews/bill bissett. The homepage of the collaboration is http://vispo.com/aleph3/images/bill_bissett 

From http://vispo.com/aleph3/images/bill_bissett/slidvid14/index.htm?n=38 , a collaboration between Jim Andrews and bill bissett. bill is pictured above (1960s).

From http://vispo.com/aleph3/images/bill_bissett/slidvid15/index.htm?n=18 . Aleph Null chewing on bill bissett's concrete poetry. Aleph Null is an online, interactive, generative graphic synthesizer I wrote in JavaScript/HTML/CSS. You can see it and read about it at http://vispo.com/aleph3 .




wtorek, 1 stycznia 2019

neopoemiks

zaproszenie

To nie jest manifest, to jest zaproszenie. Zapraszam do wspierania neopoemiksu poprzez własną twórczość, przez pomoc organizacyjną, działalność teoretycznoliteracką. Twórz dzieła, publikuj, organizuj wystawy i inne projekty, pisz recenzje.

Neopoemiks chętnie sięga do dalszych od poezji i od komiksu rejonów twórczości, ale także eksploruje wiele różnych rodzajów poezji (pisanie bezznaczeniowe, wiersze jednoliterowe, poezja konkretna) i komiksu (komiks przestrzenny, niekończący się czy interaktywny, ale także komiks aleatoryczny, konkretny czy abstrakcyjny). O ile tradycyjny poemiks to bardziej połączenie elementów tekstowej poezji z elementami schematycznego komiksu, o tyle neopoemiks to raczej połączenie poezji wizualnej z komiksem eksperymentalnym.

W neopoemiksie możemy mieć do czynienia z różnymi formami tego samego dzieła, np. osobne albumiki stają się rozdziałami większego dzieła, pojawiać się może zmiana kontekstu (nawet kosztem całkowitego wpadnięcia w inne sztuki, np. mailart czy muzykę), odbiorca może zmienić parametry dzieła (np. podkręcić kolor), kilka kadrów staje się jedną stroną, jedna strona rozbijana jest na kilka stron, kolejne strony wykorzystywane są jako prześwitujące warstwy. Oczywiście zmiennych może być wiele elementów dzieła, np. fragmenty tekstu, geometrycznie określone części przestrzeni, tytuł czy miejsce wydania. W neopoemiksie często eksplorowany jest papier - mamy zatem do czynienia z elementami origami (sztuki składania papieru), shiborugami (sztuki zgniatania papieru), z wycinankami, darciem, cięciem i układaniem kawałków papieru, jak też z oryginalnymi formami publikacji (np. każdy egzemplarz jest inny, to samo dzieło publikujemy zmienione pod różnymi tytułami, publikujemy w nietypowych mediach i miejscach). Oczywiście tradycyjne broszurki, albumiki czy publikowanie na blogach i w mediach społecznościowych także jest aktualne i ważne.

Wiadomo, spotkamy się z obojętnością, z hejtem i z niezrozumieniem. Niezwykle cenne jest znalezienie osób, które czują o co chodzi, osób które w ogóle mają otwarte umysły. Ważne jest też utrzymanie kontaktów miedzy sobą i z odbiorcami. Nie ma potrzeby narażać się ludziom, stąd np. kiedy publikujesz coś w jakimś zinie, to nie publikuj tego samego - nawet zmienionego - gdzie indziej, chyba że tak ustalisz z redakcją tego zina.

Przedsięwzięcia organizacyjne dają wiele satysfakcji, ale także pochłaniają mnóstwo energii, którą lepiej przeznaczyć na twórczość. Antologie czy wystawy można i należy organizować, ale tylko od czasu do czasu, np. kiedy chodzi o upowszechnianie jakichś pomysłów czy form. Teoria również jest ważna, zastanawiaj się nad nowymi ideami, szukaj, inspiruj się i znajduj własną drogę. Ale przede wszystkim twórz dzieła!

Zapraszam do zainteresowania się neopoemiksem!

#neopoemiks #neopoemics

czwartek, 22 listopada 2018

Wywiad z Edytą Bystroń


- Jak ważne jest według Ciebie to, w jakiej miejscowości się działa?

Jest to ważne, gdy chcesz na przykład zorganizować wystawę, pokaz, spotkanie autorskie. Jeśli działa się w internecie lub robi ziny, które się rozsyła, to można być w dowolnym miejscu w Polsce lub świecie i wtedy w ogóle nie jest ważne, w której miejscowości się działa. Całe życie żyję i działam w Warszawie, ale moje komiksy czytają osoby z różnych miejscowości, ponieważ rozsyłam je do zainteresowanych lub są one dostępne na konwentach i imprezach organizowanych nie koniecznie w Warszawie. Obecnie mieszkam na obrzeżach miasta i jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ zawsze mogę iść do lasu i oczyścić umysł. To też wpływa na moją twórczość. Jeśli się działa w dużym mieście, łatwiej coś zorganizować i mieć odbiorców. Łatwiej też podpiąć się do jakiejś dużej imprezy ze swoją małą inicjatywą i zainteresować tym innych. W dużym mieście jest też więcej atrakcji, festiwali, imprez, podczas których można się zaprezentować.

- Organizujesz sporo projektów artystycznych. Czy możesz coś o tym opowiedzieć?

Bardzo lubię organizować lub współorganizować jakieś projekty. Teraz już mniej organizuję, ale wciąż jest to ważna część mojej działalności. Podczas Nocy Muzeów 2018 na skłocie Przychodnia w Galerii Wolno wspólnie zrobiliśmy wystawę „Jak nie wolno to szybko”. Przewinęło się mnóstwo osób. Prezentowali się twórcy profesjonalni i nie tylko, były instalacje, performance, malarstwo, muzyka, ilustracja, psychodela no i komiksy. Wszystko świetnie się zespoliło, a to dzięki współpracy fantastycznych osób. Inicjatywa była oddolna, nie stała za tym żadna instytucja. Właśnie w takich akcjach czuję się najlepiej. To się wiąże z moimi poglądami i podejściem, że świetnie jest robić coś niezależnie. Nieważne czy to jest komiks, gazetka, wystawa czy koncert.


- Czy lubisz kontakty z ludźmi - czytelnikami, uczestnikami prowadzonych przez Ciebie warsztatów?

Bardzo lubię kontakt z ludźmi! Gdy prowadzę warsztaty uczestnicy są najważniejsi. Chcę przekazać im swoją wiedzę, zależy mi, żeby czegoś się nauczyli, stworzyli wartościowe prace albo kreatywnie i miło spędzili czas – wszystko zależy od rodzaju warsztatów. Zawsze lubiłam uczyć, przekazywać wiedzę, dzielić się z innymi jakimiś rzeczami, które „odkryłam” i dla innych jeszcze nie są oczywiste. Dlatego w warsztaty wkładam całe serce, podchodzę do tego bardzo poważnie. Gdy ktoś po warsztatach mówi mi, że wykorzystuje te rzeczy, które przekazałam – czuję radość i wiem, że moje zadanie zostało spełnione. Gdy widzę jak uczestniczki i uczestnicy zajęć plastycznych, które prowadzę, rozwijają się i tworzą coraz lepsze prace – to jest dla mnie największa nagroda, to jedna z tych rzeczy, która nadaje sens istnieniu.

Jeśli chodzi o czytelniczki i czytelników – kontakt z nimi jest również dla mnie bardzo ważny. Moje twory są niszowe i mało osób się z nimi zapoznaje. Wynika to również z tematyki, którą poruszam i mojego sposobu rysowania. Wśród tych osób są jednostki, które czasem napiszą mi maila lub porozmawiają na konwencie. Takie sygnały są dla mnie niezwykle ważne, bo wiem wtedy, że ktoś w dany sposób zrozumiał całość, zinterpretował tak jak planowałam lub wyciągnął z tego coś dla siebie. Gdy rysuję, myślę o czytelniczkach i czytelnikach, zastanawiam się czy będą mieli frajdę z czytania, czy to ich poruszy, czy wywoła emocje. W końcu ktoś poświęci swój czas na zapoznanie się z treścią i nie chcę, żeby był to czas zmarnowany.


- Co czujesz, kiedy tworzysz?

Całe spektrum emocji!

- Jesteś bardziej komiksiarą, czy malarką?

Obiema naraz :). Chociaż obecnie tworzę tylko komiksy i ilustracje. Ale z wykształcenia jestem malarką i uwielbiam malarstwo. To że studiowałam malarstwo ma duży wpływ także na sposób w jaki rysuję komiksy. Wykorzystuję malarskie doświadczenie. W moich komiksach kolor występuje bardzo rzadko i czasem się śmieję, że te studia tak mnie uwrażliwiły na kolor, że teraz nie mogę go stosować. Gdy uznaję, że kolor się przyda do podkreślenia czegoś ważnego w historii, to wtedy go używam. Zawsze lubiłam wymyślać i opowiadać historie, dlatego tworzę komiksy. W komiksie umiem też zawrzeć przekaz, na którym mi zależy. Moje malarstwo na razie jest w zawieszeniu. Na pewno kiedyś do tego wrócę – na przykład, gdy wymyślę jakiś ciekawy cykl z przekazem. Poza tym podoba mi się, że cała moja twórczość roczna mieści się w jednym segregatorze i łatwo ją przenieść. Z obrazami już nie jest tak prosto.

- Jakie są u Ciebie relacje między różnymi dziedzinami, w których działasz?

Dziedziny sztuki się przenikają i są czasem bardzo umowne. Teraz moją twórczość ograniczyłam do dziedziny komiksu, ale gdy tworzyłam inne rzeczy, to to wszystko było bardzo spójne. Sporadycznie tworzę kompozycje „muzyczne” i one świetnie się łączą z moimi rysunkami. Chodzi o klimat. Te kompozycje służą jako tło muzyczne do wystaw, podbijają charakter prac, miejsca. Lubię wystawy, które łączą różne dziedziny sztuki. Na przykład gdy na jednej wystawie są obrazy, komiks, instalacje, video, tkanina unikatowa. I te dziedziny się wzajemnie uzupełniają. Nie lubię wyznaczania ścisłych granic.

- Na co w twórczości poświęcasz najwięcej czasu?

Na wymyślanie historii oczywiście. Chociaż czasem ślęczę nad jakąś planszą bardzo długo, bo wymyślę sobie złożone tło i muszę wtedy narysować przykładowo mnóstwo kostek brukowych.

- Co sądzisz o kulturze politycznej wokół? Jak powinna wyglądać partycypacja obywatelska?

Myślę, że to jest pytanie do kulturoznawcy lub socjologa, natomiast ja mogę się wypowiadać tylko z mojego punktu widzenia, czyli artystki i instruktorki zajęć artystycznych. Partycypacja obywatelska w najprostszym ujęciu to zgłaszanie projektów do Budżetu Partycypacyjnego, organizowanie różnych działań społecznych. Ale to także nasze codzienne wybory. Do jakiego sklepu pójdziemy, jakie produkty wybierzemy. Czy zużyjemy dużo plastiku, czy może postaramy się być zero waste i przejdziemy na weganizm. To branie odpowiedzialności. To mikro działania, które mają wpływ na całe środowisko. Proste decyzje – czy będę się poruszać komunikacją miejską, czy samochodem. Czy będę segregować śmieci, czy oleję to, bo to przecież i tak nic nie daje. To wreszcie sposób w jaki traktujemy innych. Tak po prostu. I to czy jestem w stanie zrobić coś bezinteresownie.


- Jak ważny jest dla Ciebie odpoczynek?

Po pracy zawsze powinien być czas na odpoczynek. Preferuję aktywne odpoczywanie czyli spacer albo rower, natomiast oglądanie filmów czy czytanie też może być świetną formą odpoczynku. Najważniejsze jest to, żeby o odpoczynku nie zapominać, bo to po prostu ważna część naszego funkcjonowania. Poza tym podczas odpoczynku i wyciszenia przychodzą nowe pomysły :).

www.mei.art.pl

www.facebook.com/edyta.bystron.komiksy

piątek, 9 listopada 2018

parasite #2



Zin o pasożytach? W sumie tak! Dawno dawno temu, czyli przed kilkoma miesiącami, przeczytałem gdzieś w sieci ogłoszenie o planowanej wystawie publikacji zawierających "asemic writing", czyli pisanie bezznaczeniowe. A że redagowałem jakiś czas temu antologię z takimi rzeczami, to posłałem organizatorowi pdf z prośbą o uwzględnienie tego zbioru. Organizator, czyli Marc van Elburg, wydrukował naszą antologię i umieścił na wystawie. Super!

No ale przejdźmy wreszcie do pasożytów: zin nazywa się "parasite", albo raczej "PARASITE" wielkimi literami. W środku mamy do czynienia z niesamowitą dawką przemyśleń i prowokacji, linków i nawiązań, teorii i przykładów dzieł sztuki pasożytnictwa. Zdjęcia z wystaw, starożytny trollface, i wiele innych rzeczy. W sumie wiecie co? Cały zin jest dostępny w internecie, tutaj:
https://archive.org/details/ParasiteZine2150dpiA5

Gorąco polecam!

czwartek, 20 września 2018

Rozmowa z Wróżką Zębuszką

Piotr Szreniawski: To dla mnie wielki zaszczyt, że mogę z Tobą rozmawiać, Wspaniała Pani!
Wróżka Zębuszka: Cieszę się, że odważyłeś się Mnie zagadnąć. Ale pamiętaj, że nie jestem władczynią ani boginką, tylko skromną wróżką. W dodatku podobno w twojej krainie wielu jest już we Mnie niewierzących.
PS: Ależ skąd, jak przyjdzie co do czego, to każdy sprawdza pod poduszką!
WZ: No dobrze, przejdźmy do innych spraw. Czy wiesz o reinkarnacji zębów?
PS: Przyznam, że nie znam tej koncepcji.
WZ: Nie chodzi o to, że ząb zmienia się w coś innego, tylko o to, że na miejscu jednego zęba pojawia się następny! Ale u ludzi dzieje się to tylko raz!
PS: Chyba zwykle tyle razy, ile wypada mlecznych zębów...
WZ: Cieszę się, że jesteś taki dokładny. Wiele osób myli pojęcia dotyczące reinkarnacji, i uważają, że chodzi o przeskoki między gatunkami, albo o to, że jedna osoba rodzi się wiele razy w różnych rolach społecznych.
PS: Myślę, że większość osób mówiąc o reinkarnacji ma na myśli właśnie coś takiego.
WZ: W serii komiksów o Veronique wszystko pomieszałeś! Wytłumacz, w ogóle o co ci chodziło?
PS: Te komiksy mówią o kolejnych wcieleniach dziewczyny, będącej trochę natchnieniem dla artystów, trochę działaczką, zmieniającą świat wokół. Jedna postać, pojawiająca się w różnych epokach. Dodajmy, że w tworzeniu serii o Veronique brało udział wiele osób - najpierw ja pisałem scenariusze, a rysował Otusiunio, ale potem kilka innych osób jeszcze pisało scenariusze. No a łączący całość serii album, dziejący się w mitycznej Nenufarii - będącej miejscem pobytu ludzi między kolejnymi wcieleniami - narysowała Edyta Bystroń.
(rys. Edyta Bystroń, txt. Piotr Szreniawski)
WZ: Tales powiedział, że dusza (psyche) znika razem z ciałem, i ja mu wierzę. Reinkarnację powinno się postrzegać jako odgrywanie wybranej roli społecznej przez kolejne osoby. Jak ktoś jest królem, to wciela się w tę postać, którą odgrywali królowie przed nim, czy też w rolę pierwszego króla.
PS: Rozumiem, takie aktorstwo. Jest to jakaś koncepcja. Chociaż jeśli chodzi o sprawy religijne, to koncepcja reinkarnacji nie jest mi bliska.
WZ: Czym jest religia?
PS: Rektor Cackowski uważał, że religia jest odpowiedzią na skamlenie człowieka zestawionego ze wszystkim - z wiecznością, z ogromem istnienia. Ja postrzegam religię jako używkę, pozwalającą zagłuszyć najważniejsze pytania. Czy istnieje jakieś społeczeństwo, w którym nie ma używek?
WZ: Zależy, jak określisz używki. Wiele dzieci próbuje różnych sztuczek, żeby mniej się bać utraty zęba i bólu.
PS: No widzisz, chodzi o zajęcie czymś głowy, odwrócenie uwagi.
WZ: Może na tym polega magia?
PS: Kiedyś magia była utożsamiana z nauką. Moim zdaniem dawniej wiele zagadnień, takich jak władza, sztuka, religia czy nauka było jednością. Potem władza państwowa oddzieliła się od religijnej, a normy prawa państwowego przestały być oparte na religijnych uzasadnieniach. Oddzielanie się religii od nauki jest procesem znanym, zwykle mniej się dostrzega oddzielanie się religii i sztuki.
WZ: Czy sztuka jest na usługach religii?
PS: W wielu epokach tak było, niestety teraz w Polsce znowu się to nasila. Na szczęście sztuka w wielu wypadkach potrafi istnieć w oddaleniu od religii. A w religii decyzjańskiej mamy nawet zjawisko dominacji sztuki nad religią.
WZ: Możesz coś więcej o tym powiedzieć?
PS: Kiedy założyłem Decyzjanizm, zastanawiałem się, jak dotrzeć z tym do ludzi. No i wymyśliłem, że wiele osób lubi komiksy. Właśnie dlatego zająłem się komiksem, chciałem propagować moją religię przy pomocy tej sztuki. Pierwsze moje komiksy były całkowicie na tematy decyzjańskie, zachęcające do mądrości i dobroci oraz do odrzucenia zła. Potem zacząłem zagłębiać się w komiks, czytałem mnóstwo komiksów i zaczęła to być w dobrym znaczeniu sztuka dla sztuki, wręcz zamiast zajmować się religią, tworzyłem komiksy, całkowicie się wciągnąłem i prawie zupełnie zapomniałem o religii.
WZ: Trochę to komiczne.
PS: Nawet komiksowe! Ale w Decyznanizmie jest zalecenie, żeby nie być zanadto religijnym, więc tego się w sumie trzymałem.
WZ: Jak na początku propagowałeś Decyzjanizm?
PS: Narysowałem sobie na policzkach podwójne czerwone kreski i rozdawałem broszurki.
WZ: Zachęciłeś kogoś?
PS: Chyba nie. Zresztą tak cały czas było, że nie umiałem przekonywać ludzi. Za to kilkanaście osób się do mnie odezwało, że zostają Decyzjanami, zwykle gdzieś znajdowali jakieś moje teksty albo znali moje działania w zupełnie innych dziedzinach.
WZ: Masz kontakt z tymi osobami?
PS: Zwykle nie bardzo. Po prostu zachęcam do wytrwałego trzymania się, do dbania o mądrość i dobroć, do pozytywnego oddziaływania na swoje otoczenie. Ale nie prowadzę jakiejś kartoteki, wręcz nie chciałem nikogo narażać, więc w razie czego nie zapisywałem adresów ani danych. W sumie jestem słabym organizatorem, umiem najwyżej robić niewielkie przedsięwzięcia - zebrać jakąś antologię, wydać broszurkę. Jak robiłem największą swoją konferencję, to potrzebowałem zespołu, i ludzie ogarniali kwestie finansowe, załatwianie noclegów czy cateringu. W ogóle inne, bardziej ogarnięte osoby, organizowały większość kwestii. Ale ja np. wciągnąłem przynajmniej troszkę jednego ambasadora, co może nawet ciut podniosło prestiż imprezy. Nie było wtedy publikacji, sama konferencja. Teraz jak to oceniam, to myślę, że szkoda, że nie uparłem się przy publikacji.
WZ: Jakie są główne treści religii decyzjańskiej?
PS: Decyzjanizm zaleca bycie mądrym i dobrym, zachęca również do wybierania, w co się wierzy. Chodzi też o unikanie zła i głupoty, czyli jak wybierasz w co wierzysz, to nie w coś złego albo głupiego.
WZ: Macie jakieś świątynie, albo święta?
PS: Nasze świątynie to szkoła i dom. W dużym uproszczeniu, szkoła powinna uczyć mądrości, a dom - dobroci. Jeśli chodzi o święta, to jest Święto Objawienia, kiedy to wszystko do mnie dotarło, no i wiele innych świąt, że tak powiem związanych ze słońcem czy z państwem. Czyli w grudniu jest Święto Rodziny, kiedy rodzina powinna się spotykać - chodzi o czas, kiedy na północnej półkuli dzień zaczyna się robić dłuższy. Wiesz, takie typowe neolityczne święta, znane od wielu tysięcy lat.
WZ: Czy Decyzjanizm to patriotyzm?
PS: Myślę, że tak! Dzisiaj patriotyzm to antyklerykalizm, potrzebna jest odpowiedzialność, fachowość, zdolność współdziałania. Potrzebne są też szerokie horyzonty.
WZ: Porozmawiajmy o konkretnych komiksach.
PS: Ale nie o „komiksach konkretnych” - takich, gdzie robiłem np. fotografie rzeczy przypominających kadry komiksowe?
WZ: Chodzi mi o twoje komiksy o niuni. Czy niunia to Decyzjanka?
PS: Tak, niunia jest Decyzjanką, chociaż myślę, że grzeczniejszą Decyzjanką jest przyjaciółka niuni, czyli ziuzia.
WZ: Niunia psoci, bije się, czasem jest nerwowa.
PS: No tak, w sumie niunia nie jest postacią do naśladowania, jeśli chodzi o cechy charakteru, raczej chcemy, żeby niunia przetrwała. Często przecież niunię ktoś chce oszukać, ktoś atakuje.
WZ: Najczęściej fałszysta.
PS: Tak, fałszysta to postać negatywna.
WZ: Poza broszurkami o niuni zrobiłeś też komiks internetowy o religiach.
PS: Tak, to była seria „komiks religioznawczy”, zrobiona na generatorze pasków komiksowych. Tam było trochę teorii, stwierdzeń bardziej ogólnych.
WZ: Czy w twoich komiksach są obecne jeszcze jakieś wątki religijne?
PS: Tak, choćby w oznaczaniu roku wydania. Stosuję tam formę r.O., czyli rok Objawienia. Poza tym robiłem jeszcze kilka różnych serii, w jakiś sposób związanych z Decyzjanizmem, np. c.p.d. (co może być odczytywane jako „comiesięczny poemiks decyzjański”, gdzie występował znak szren, dymek komiksowy i fragment „Komentarzy”, najdłuższego póki co tekstu związanego z Decyzjanizmem).
WZ: Myślisz, że religie są ważne?
PS: Max Weber zauważał, jak bardzo religie wpływają - pozytywnie lub negatywnie - na gospodarkę, na uczciwość jednostki. Państwo nie powinno ulegać religii, ale powinno opierać się na religiach, które kształtują uczciwych, myślących obywateli.

(Tekst zainspirowany ogłoszeniem o zbieraniu materiałów do numeru "Religia w Komiksie" Zeszytów Komiksowych. Redakcja odrzuciła wywiad - mieli do tego prawo - i nie ma problemu, bo to z pewnością nie ze złej woli, tylko z głupoty).

środa, 29 sierpnia 2018

Tomasz Rożek - Kosmos

Na początku przedstawiła się czytająca Pani, stąd potem przez cały czas wyobrażałem sobie, jak dorosła osoba udaje dziecko. Wiem, że kobiety często podkładają głos pod dziecięce role, ale tutaj zostało to tak podpowiedziane, że obraz nie dał się łatwo usunąć.

Jakość nagrania dobra, ale dosyć monotonny sposób czytania. Przyznaję, że pod względem aktorskim głos czytającej Pani jest bardzo dobry.

Podoba mi się, że Autor przyznaje, że czegoś nie wie. Z drugiej strony czasami zabrakło mi przypomnienia, że przedstawiane teorie... są teoriami. Czyli że to są jakieś koncepcje, próby wyjaśnienia. A kiedy w początkowym fragmencie pojawił się wątek teistyczny, to już wiedziałem, że książka będzie miała ograniczenia - po prostu przyjmując taki aparat pojęciowy bardzo trudno uprawiać naukę. Z drugiej strony Autor śmiało pisze o Wielkim Wybuchu - czyli o koncepcji zwalczanej kiedyś przez niektóre organizacje religijne.

Książka jest jednak bardzo inspirująca, skłania do przemyśleń i dyskusji. Zawiera też bardzo wiele informacji. Informacje te przedstawiane są w sposób zrozumiały. Podziw budzi ogrom wiedzy Autora, i zdolność do ogarnięcia oraz uporządkowania tak wielu zagadnień.

Rewelacyjne są porównania np. gwiazd do społeczeństw, w ogóle gwiazdy zostały omówione w sposób rozbudowany i zarazem fascynujący. Pomijam tu ocenę fragmentów dotyczących życia, to by był materiał na odrębną dyskusję.

W audiobooku pojawiają się nazwiska ważnych fizyków/astronomów. Informacyjna i edukacyjna rola książki nie budzi wątpliwości. Dzięki tej książce można zdobyć wiedzę zarówno o samym istnieniu jakichś postaci ze świata nauki, jak też o sposobach ich rozumowania.

Nie jestem pewien, czy forma audiobooka była odpowiednia dla tej treści. Oryginalną wersją jest wersja drukowana/pdf - i taka wydaje mi się odpowiedniejsza.

Omawiana książka jest pierwszą z cyklu. Dwie kolejne mają opowiadać o człowieku, i o rzeczach bardzo małych. Chciałbym w przyszłości do nich sięgnąć.

Tomasz Rożek - Kosmos.
Biblioteka Akustyczna, 2018.
Czas nagrania: 4h 19min, format mp3.

Dla pełnej informacji dodaję, że dostęp do książki uzyskałem dzięki platformie czytampierwszy.pl - zachęcam do zapoznania się z nią bliżej. Mam nadzieję, że swoją opinię dotyczącą książki przedstawiłem w sposób rzetelny.