sobota, 12 maja 2018

Wywiad z Jarosławem Gachem

- Kto to jest dobry obywatel?

- Według definicji dobrym obywatelem jest człowiek, który korzystając z uprawnień mu przysługujących, wypełnia również obowiązki narzucone mu przez prawo. Dodał bym do tego wysiłek włożony w rozwój osobisty, tj. w edukację, rozwijanie wrażliwości, zainteresowań, jak i wspieranie w tym innych (dzieci, osoby mniej uprzywilejowane). Dbałość o społeczeństwo (w kolejności, odpowiednio: bliscy, społeczność lokalna, region, państwo). Szacunek. Do współobywateli. Szczególnie ważny jest stosunek do obcokrajowców. Naszą postawą współtworzymy wizerunek Ojczyzny na świecie (choć, jako że żyjemy w Polsce, na Ziemi, a nie na Słońcu, to bardziej adekwatnym wydaje mi się tu określenie - Macierzy). Szacunek do całego Życia wokół.
Myślę że dobry obywatel to również ten, który reaguje na „choroby” trawiące otaczający świat. Który świadomie wspiera ewolucję w kierunku zrównoważonego, sprawiedliwego społeczeństwa. Dobrym przykładem są tu wszelkie (oczywiście nie zmanipulowane od zewnątrz) oddolne ruchy społeczne, czy alternatywne społeczności lokalne.

Ale najważniejszy, moim zdaniem, zależny od nas proces kształtujący przyszłość danego kraju, odbywa się w naszych domach. To umożliwienie własnym dzieciom rozwoju w środowisku dającym miłość, szacunek, poczucie bezpieczeństwa i akceptacji.

- Bardzo merytorycznie i spokojnie rozmawiasz z ludźmi pełnymi nienawiści. Jak znajdujesz cierpliwość w czasie internetowych dyskusji?

- Nie zawsze ją znajduję, ale miło mi że tak mnie postrzegasz.
Staram się pamiętać o tym że nie widzę swojego rozmówcy. Jego mimiki, gestów, nie słyszę jego tonu. Nie odbieram większości komunikatów pozawerbalnych, które pozwalają rozpoznać prawdziwe intencje rozmówcy. Na przykład odróżnić agresję od niezręcznego dowcipu, czy zmieszanie od niechęci. To ważne, jeżeli się chce uniknąć nieporozumień.

Staram się pamiętać że większość ludzi nie ma złych intencji. Różnimy się tylko co do sposobów rozwiązywania problemów, czy poglądów na ich przyczyny. I że mamy tylko rozmowę. Jeżeli nie będziemy umieli rozmawiać to nam pozostaje?..

Staram się też pamiętać że nie jestem nieomylny. Obserwować siebie, swoje emocje, nastawienie..
Acha. Wspomnę tu jeszcze o czymś ważnym. Utarło się że dobra dyskusja cechuje się płynną i dynamiczną wymianą opinii, argumentów, pytań, odpowiedzi. Jest akcja, jest reakcja. Moim zdaniem, w przypadku ważnych rozmów, to błąd. Pamiętam z pochłanianych w dzieciństwie książek, jak rozmawiali Indianie. Otóż rozmówcy słuchali wypowiedzi bez przerywania i do końca. W dobrym tonie było dać sobie długi czas na odpowiedź, aby nie była pochopna i zniekształcona emocjami. Na pewno to sposób godny naśladowania..

- Jak nie dać się oszukać populistycznym mediom?

- Ucząc się na swoich błędach, ha ha… To dzisiaj naprawdę poważne wyzwanie. Ja zawsze lubiłem dużo czytać. Zrozumieć. To ułatwia drogę weryfikacji informacji. Zawsze warto sprawdzać źródło. Potwierdzić informację w innych mediach, na czatach. Znać historię. A już w ogóle idealnie było by znać jakieś podstawy psychologii, zasady manipulacji, polityki..

Ale to nadal nie jest łatwe. Więc nie wiem, jak można rozpoznać manipulację bez oparcia w sobie. Można by opierać się na autorytetach, ale te często i niepostrzeżenie wyrastają na naszych najmroczniejszych instynktach.. Prawie osiemdziesiąt lat temu jeden taki „autorytet” rozpętał piekło na Ziemi.

Z pewnością dobrze jest pamiętać że nie ma prostych i szybkich rozwiązań ani prawd. Że rzeczywistość to bardzo złożona, wielowymiarowa „konstrukcja”.

- Z jakich źródeł powinno się czerpać informacje na temat Wojny w Syrii?

- Słuchać wszystkich stron. Nawet jeżeli domyślamy się manipulacji w tej czy innej wypowiedzi polityka, czy medium, nie odrzucajmy wszystkiego – wszędzie poukrywane są ziarenka prawdy.

Nie opierać się jedynie na mediach mainstreamowych. W Internecie, na portalach społecznościowych, jest wiele stron i profili „nadających” bezpośrednio z miejsc wydarzeń. Są też strony, artykuły i relacje tłumaczone przez wolontariuszy. Serwisy z analizami tzw. ekspertów. Media niezależne. I relacje osób które tam były.

Na przykład mało kto wie o demokratycznej rewolucji (czasem zwanej kobiecą) jaka ma miejsce w Syrii, w kurdyjskiej enklawie Rożawa. Pierwszy raz w historii tej części świata mamy oddolnie powstały organizm oparty na demokracji bezpośredniej. Wprowadzono tam równouprawnieniu płci, swobodę wyznania, równość wszystkich grup etnicznych, zakaz tortur, kary śmierci, itd. I to w samym środku wojennego piekła. Rożawa przyjmuje każdego kto zaakceptuje panujące tam zasady. Do niedawna była enklawą spokoju co wpłynęło na to, że blisko połowę jej mieszkańców stanowią uchodźcy wojenni. Do niedawna Kurdowie stanowili jedyną liczącą się siłę w walkach lądowych z ISIS. W chwili obecnej w Rożawie trwa Turecka inwazja.. Dopóki ISIS stanowiła problem, Kurdowie (czterdzieści procent walczących stanowią kobiety) byli w tej „rozgrywce” potrzebni. Teraz druga co do wielkości armia NATO prowadzi walkę z kurdyjskim „terroryzmem”. Ulice miasta Afrin przed inwazją Turcji wypełnione były kolorami reprezentującymi całą paletę kultur istniejących od tysięcy lat w tej części świata. Teraz jeżeli pojawi się tam kobieta, to tylko w obowiązkowym czarnym uniformie z zakrytą twarzą, a porwania, kradzieże i gwałty to obecnie w Afrin codzienność…

- Człowiek należy do różnych wspólnot, które współkształtują jego tożsamość. Jesteś komiksiarzem, kojarzysz się z Warmią, w Twoich wypowiedziach jest mnóstwo troski o przyrodę. Co jest dla Ciebie ważne?

- Rodzina, przyjaciele, więzi, natura, cisza (najważniejsza jest ta w środku). Radość, światło, mrok..
W trosce o przyrodę kanalizuje się chyba troska o nas wszystkich. Dzika Natura, w ogóle cała ta niesamowita Planeta jest przecież namacalnym Cudem! Spoglądamy w górę szukając pokarmu dla swej Duszy, a prawdziwy Cud mamy pod stopami.. My nie zostaliśmy wypędzeni z Raju. My opuściliśmy go mentalnie. Odkrycie że nadal żyjemy w Edenie jest równie radosne, jak i bolesne. Niszcząc Planetę tak naprawdę niszczymy siebie. Myślę że podbój Dzikiej Natury jest taką formą autoagresji. A, jak wiadomo, jest ona objawem traum z dzieciństwa. Ciekawe więc, że pierwsze przykłady agresywnego czerpania z zasobów Natury zaczęły się wraz z powstaniem pierwszych cywilizacji..

- Współpracowałeś z różnymi scenarzystami. Jak wyglądają dla Ciebie idealne relacje ze scenarzystą?

- Najlepsze moje komiksy powstały w oparciu o scenariusze, nazwijmy to, szczątkowe. Autor dostarcza mi w zasadzie sam pomysł. Zarys historii z podkreślonymi istotnościami. A ja tworzę cały świat wokół, postaci, scenki, napięcie, rytm, itp. Oczywiście niezbędne jest tu zaufanie obu stron, i z pewnością podobna wrażliwość.

- Jaką formę prezentacji swojej twórczości lubisz najbardziej? Antologie, publikacje w prasie, albumy, wystawy, strony internetowe?

- Prowadzenie galerii w Internecie to konieczność. Wystawy też. Dla mnie najważniejsze są albumy komiksowe, czym, jako rysownik komiksowy zapewne ameryki nie odkrywam. Album daje możliwość przedstawienia całych historii, kreowania światów, przekazu na wielu poziomach. Wyżycia się. Ale lubię też krótkie formy komiksowe. Takie kilkustronicowe etiudki z morałem lub żartem.

- Przez parę lat próbowałem coś rysować, ale warsztatowo było u mnie bardzo słabo. Jak to się, kurczę, dobrze robi? Jak się uczy rysować?

- Przy okazji życia. Brzmi dziwnie, ale tak to wygląda. To musi być jak nałóg. Zaczynasz rysować jako dziecko, i nagle Ciebie nie ma. Można mówić do dziecka, a ono nie słyszy. Jest już gdzie indziej. Rysowanie trwa przy tobie i wraz z upływem lat, tak przy okazji, szlifuje się diament. Myślę że upór i pracowitość to tylko część „ sukcesu”. To musi naprawdę sprawiać radość! Trzeba ją w sobie odnaleźć, bo inne motywacje, jak na przykład pragnienie podziwu czy sukcesu finansowego są tylko przeszkodą.

- Co uważasz za swoje największe osiągnięcie artystyczne?

- Komiks narysowany w 2017 roku, dla niemieckiego wydawcy: „Der Junge lebt im Brunner”. Autorem scenariusza jest Alexander Kaschte, niemiecki muzyk i wydawca. Od początku wszystko zapowiadało że może to być komiks wyjątkowy. Alex znalazł mnie i zaproponował do narysowania niezwykłą historię o dziewczynce i chłopcu mieszkającym w studni. Dostałem całkowicie wolną rękę przy „konstruowaniu” komiksowej rzeczywistości. Jedynym warunkiem było umieszczenie jej w Polsce w latach 80-tych. Po krótkim namyśle idealną wydała mi się Warmińsko-mazurska wieś, z jej architekturą, przyrodą i przede wszystkim polsko-niemiecką historią tych ziem. Wydawcy zależało również na tym aby komiks prawie nie miał tekstu, a wszystko, wydarzenia, czy emocje przedstawione zostały tylko za pomocą obrazu. A to mój ulubiony sposób rysowania historii obrazkowych! Alex zaakceptował też mój liberalny stosunek do czasu, co również nie jest tu bez znaczenia, ha ha..
- Gdybyś mógł pojechać w dowolne miejsce na naszej planecie, dokąd byś pojechał, i dlaczego?

- Pytanie to przypomina mi zdarzenie o którym przeczytałem w jakiejś antropologicznej publikacji. Otóż, podczas niezwykle ważnego spotkania grupy naukowców z amazońskim szamanem, reprezentującym dopiero co odkryte plemię (szacuje się ze na całym świecie istnieje jeszcze około stu takich grup) dokonywano wzajemnej prezentacji. Antropolodzy pokazywali szamanowi m.in. zdjęcia ukazujące dokonania naszej cywilizacji. Kiedy staruszek zobaczył zdjęcia z lądowania na księżycu, zainteresował się bardziej tematem. Kiedy poznał szczegóły zaczął się śmiać. Gdy zapytali co go tak rozbawiło odpowiedział, że biały człowiek wkłada tyle wysiłku i kosztów w to by pospacerować po księżycu, kiedy on, staruszek z dżungli robi to co noc. I tak jest trochę ze mną. Jeżeli mogę żyć zanurzony w Naturze z dala od zgiełku cywilizacji, w tym moim wiejskim Mikrokosmosie – to mi w zupełności wystarcza. Jeżeli jednak miałbym gdzieś wyjechać, to z pewnością jak najdalej od cywilizacji. A jako że „Droga jest Celem” to z pewnością nie wybrałbym podróży samolotem. Ale pociąg, rower, koń czy statek i owszem.

Ilustracje z komiksu „Der Junge lebt im Brunner” do scenariusza Alexandra K.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Grzegorz Wróblewski - Miejsca styku

Niektóre wypowiedzi Autora przypominają obserwacje etnografa. Możemy dowiedzieć się wiele o tym, jak literatura w Polsce wygląda z perspektywy światowej. Czytelnik może także zdobyć wiele informacji na temat życia literackiego w różnych krajach.

Mnóstwo doświadczeń, najczęściej związanych w jakiś sposób z literaturą i sztuką. Są tu wątki najgłębsze - warto zauważyć, że niekiedy podawane są w formie piosenek czy malarstwa.

Zastanawiałem się, czy hasłem przewodnim tej książki jest frustracja. Autor jest trochę wkurzony na mocną pozycję nijakiej twórczości w Polsce i na niezdolność instytucji kulturalnych do promowania tego, co ciekawe i świeże. Ale Grzegorz Wróblewski sam wskazuje na wiele ciekawych i świeżych zjawisk, można jego działalność traktować także jako promocję wielu godnych zauważenia twórców.

Pytanie: Ale o czym mówimy?
Odpowiedź: Mam przed sobą książkę, składającą się z bardzo różnych tekstów. Są wywiady z Grzegorzem Wróblewskim, są wiersze, eseje, piosenki, jest kilka ilustracji/obrazów. Są też cytaty innych autorów.

Szukałem jakiegoś fragmentu, charakterystycznego dla tej książki. Wypowiedzi płyną, wątek za wątkiem, informacje, skojarzenia, potok świadomości. Czytelnik daje się wciągnąć,  podąża za Autorem, by w wielu miejscach przyjąć jego punkt widzenia. Może otworzę książkę w przypadkowym miejscu i przepiszę kawałek, to chyba jest sprawiedliwe rozwiązanie:

s. 240: Centrum Aktywności Twórczej w Ustce mieści się w totalnie zmodernizowanym, starym spichlerzu zbożowym. Wszystko jest tam wyjątkowo sensownie pomyślane. W sumie to rzadkość, również jak na warunki zachodnioeuropejskie. Oprócz samego miejsca wystawowego i bazy noclegowej realizowane są pobyty "artist-in-residence". Przy okazji poznałem więc przebywającą tam progresywną artystkę z Estonii, Elvirę Akzigitovą. W obiekcie znajdują się ponadto świetne, zawodowo wyposażone pracownie grafiki komputerowej i filmowej, a także rzeźby i ceramiki. Lepiej nie może być! I sprawa może najważniejsza. Ideą Centrum Aktywności Twórczej w Ustce jest otwarcie się na lokalną społeczność. Z pracowni mogą korzystać zarówno artyści, jak i "lokalsi".

Takich i zupełnie innych wątków jest oczywiście mnóstwo. Cała książka jest skomponowana na luzie, bez sztywnej formy, czytelnik czasem zastanawia się, co jest cytatem, co wywiadem, a co prozą. Nie jest to zarzut. Jest to bezstresowość, można zanurzać się w czytanym tekście i cieszyć się kontaktem z literaturą.

Warto też zwrócić uwagę na klasę wydania tej książki. Estetyczna okładka, układ stron i literki bardzo przyjemne w czytaniu. Czyli od strony redakcyjnej i wydawniczej - rewelacja!

Grzegorz Wróblewski, Miejsca styku, seria Jeden Esej, Convivo, Warszawa 2018, ss. 324.

troszkę linków:

sobota, 10 marca 2018

zwyczajnie fenomenalnie

Nie zdążyłem, i się cieszę. Jakiś czas temu Yanko Wojownik napisał mi, że zamierza opublikować następny zbiorek wierszy. W załączniku był szkic okładki, minimalistyczny, szarawy, niezbyt przebojowy. Chciałem zniechęcić Autora, a raczej zachęcić do opublikowania książki prozatorskiej, bo wyczuwam, że tutaj drzemie Jego talent. Na szczęście nie zdążyłem przesłać emaila zniechęcającego, odpisałem tylko, że bym się jeszcze zastanowił nad tą okładką... Po kilku dniach odebrałem na poczcie wydrukowany tomik. Wziąłem świeżutką publikację do rąk, zacząłem czytać, i się zachwyciłem! Jak to dobrze, że nie zniechęciłem Autora, uff.

Okładka w wersji papierowej jest dużo przyjemniejsza, niż jej wersja elektroniczna. W dodatku pasuje do stylu Autora, całość jest spójna, i właśnie taka, jaka powinna być. Ten zbiorek (mówimy o tomiku noszącym tytuł "Kilkadziesiąt zwykłych wierszy") to świadome zamknięcie pewnego etapu pisarskiego. Wstęp (a raczej "Od autora trochę zdań") fascynuje, aż chciałoby się powiedzieć, że "jest wyrazem wysokiej świadomości twórczej Autora", ale to by było zbyt sztampowe i sztywne. Jest tu trochę niedokładności (np. powtórzenie słowa "nadmiernego", s. 5), ale to nie psuje obrazu całości. Układ poszczególnych stron, struktura całego zbiorku, krój pisma i ogólnie klimat - to wszystko pozwala czytelnikowi się wyluzować i cieszyć się lekturą.

Weźmy jakiś wiersz, dla przykładu:

***
_    _

podałem e-mail na stronie
także widoczny stał się ogólnoświatowo
i cały świat zaczął do mnie pisać
i czegoś chcieć
chciał bym udzielił mu wsparcia
pomógł
i popierał
żebym przytaknął
i zaklaskał
i zwyczajnie pieniądze przekazał też
zachłanny jest świat
mnie nic nie proponował
tylko chciał
złe mam zdanie o świecie
skrzynkę skasowałem

Zamiast skupiać soczewkę krytyka na języku, frazach czy tematyce, po prostu cieszę się, że mogę coś takiego czytać. Nakład publikacji to trzydzieści dwa egzemplarze, tym bardziej czuję się wyróżniony.
W tomiku są wiersze lepsze i gorsze (mnie drażnią wątki teistyczne, ale to już moja specyfika :) ), mamy haiku, mamy wiersze miłosne, jest autorefleksja i obserwacja społeczeństwa. Jest też rysunek psa, a na tylnej stronie okładki rozpikselowana notka biograficzna ze zdjęciem. Na mnie to działa pozytywnie, ale wiem, że wielu krytyków by odrzuciło twórczość, przedstawioną w takiej formie. Moim zdaniem jednak autentyzm jest ważniejszy niż zgodność z modami.

Nie wiem, jakie kolejne publikacje tego Autora będziemy mieli okazję przeczytać, ale zachęcam do śledzenia przyszłej twórczości Yanko Wojownika.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

manifest metateatru pszrena

Teatr to już jest poziom meta. W moim teatrze mamy instrukcje, które wszczepiają w obywatelski akt twórczy elementy znane jako scenopisarstwo i inne takie sprawy dotyczące dekoracji czy muzyki.

Istotą jest tu znane z dowcipu o strażaku-dramaturgu "aktor coś robi". Aktor to działacz, piszący, improwizujący, wczuwający się w rolę twórcy fragmentu spektaklu.

Jeśli interesuje nas dany wycinek świata sztuki, materii twórczej, np. głoski czy poemiksy, aktorzy starają się skupić na tworzeniu jak najlepszych dzieł, zgodnie z instrukcją.

Jeśli potrzebni są widzowie, to po to, żeby się uczyć, i działać lepiej w przyszłości jako aktorzy - czy to w teatrze, czy w ramach innych form życia społecznego.